Showing posts with label felietony/essays. Show all posts
Showing posts with label felietony/essays. Show all posts

Thursday, 23 February 2017

O co tak naprawdę chodzi w skokach? // What is ski jumping really about?

*English version's below the cut*

Skoki narciarskie to, może was zaskoczę, a może właśnie w ogóle nie, właściwie nie tylko sport. Sama sportowa rywalizacja to właściwie tylko około pięćdziesiąt procent tego, o co w tym wszystkim chodzi. To być może kontrowersyjna teza, ale będę jej zaciekle bronić. Bo sport jest wspaniały, emocje niezwykłe, walka piękna i zacięta. Ale pasja nie byłaby tym, czym jest, bez ludzi i miejsc. Bez przyjaciół, z którymi wszystko nabiera nowych barw, bez widoku ośnieżonych gór, bez wspólnego śmiechu i mrozu zapierającego dech w piersiach. Oczywiście, że to ważne, co robisz. Ale liczy się też, gdzie. I, przede wszystkim, z kim. To podstawowy, kluczowy element. Zwłaszcza w skokach narciarskich. Mam na to zresztą niepodważalne dowody, o których chciałam Wam dziś opowiedzieć.

Sunday, 25 December 2016

Podróże: Monachium i Garmisch-Partenkirchen 2013/2014 czyli szczęśliwe przypadki i wprawki fotograficzne.// Munich and Garmisch-Partenkirchen 2013/2014 - happy accidents and a self-taught photography course.

Nie jestem może największą fanką okołoświątecznej atmosfery, ale uznałam, że to idealny moment na wspomnienie mojej sylwestrowo-noworocznej podróży do Monachium i Garmisch-Parteknirchen z przełomu 2013 i 2014 roku.
Jeżeli nawet nic więcej, to ulice miast wyglądają bajecznie w świątecznej oprawie ;) I, tak jak obiecywałam w poście dotyczącym Klingenthal, będzie dużo zdjęć, choć niekoniecznie tych najważniejszych miejsc - nawet, jeżeli są piękne, często ich lokalizacja czy inne okoliczności odbierają im nieco fotogeniczności. Zamieszczam więc po prostu zbiór moich ulubionych zdjęć, okraszony krótkimi opowieściami. Jeżeli ktoś z Was wybiera się w podobną podróż, chętnie udzielę dokładniejszych wskazówek. Tymczasem dobrej zabawy z tą zupełnie u mnie nową formą postów  ;)

Alright, I'm not the biggest fan of Christmas, but it's still the perfect time to write a few words about my New Year's (Eve) trip to Munich and Garmisch-Partenkirchen from the year 2013 (and 2014). 
If nothing more, the cities look amazing with all the Christmas lights. And, as I promised in the post about Klingenthal, there's going to be a lot of photos with just some short descriptions. Those are my favourite snaps from the trip and the don't necessarily show the most important places - just those I thought turned out good in the picture. If any of you plan a similar trip, I'm happy to share more details with you ;) In the meantime, enjoy the new kind of post here on the blog ;)

Monday, 12 December 2016

„Ale Kamila to ty szanuj!” – i to wcale nie z powodu olimpijskich medali.//‘But you gotta respect Kamil!’ and it’s not about the Olympics.


*English version's below the cut*

681 dni. Tyle właśnie czekaliśmy na powrót Kamila Stocha na, moim zdaniem, jedynie słuszne miejsce – szczyt podium. Jeżeli śledzicie bloga od dłuższego czasu to z pewnością już wiecie, że Kamil jest dla mnie postacią absolutnie wyjątkową. Powodów jest wiele, a część z nich potrafię nawet zawrzeć w słowach. Uznałam, że wspomniany długo wyczekiwany tryumf jest świetną okazją, by wreszcie to zrobić.

Friday, 25 November 2016

"Nie, w sobotę nie mogę..." czyli kilka refleksji na początek sezonu.// "No, I can't do Saturday..." or a few thoughs for the new season.

*English version's below the cut*

Dla wszystkich fanów skoków narciarskich wreszcie nadszedł upragniony, długo wyczekiwany czas. 
Czas „nie, w sobotę nie mogę…”, czas wzruszeń, szczęścia, smutków, złości, czas serca bijącego nieprawdopodobnie głośno. Mówiąc prościej – rozpoczął się kolejny sezon. Nie mamy jeszcze pojęcia, co przyniesie – zarówno naszym ulubieńcom, jak i nam samym w naszych skokowych podróżach. Właściwie możemy być pewni tylko dwóch rzeczy: że nie będzie nudno, i że, prędzej czy później, pakując się na kolejny wyjazd czy po raz kolejny umierając ze zdenerwowania przed telewizorem usłyszymy od kogoś odwieczne pytanie: „No i na co ci to?” lub równie popularny komentarz: „że ci się tak chce…”. Czasem wypowiadane bywają z niedowierzaniem lub pogardą, częściej z sympatią czy nawet podziwem, ale większość z nas w tej czy innej formie pewnie je już słyszała. Ich zasięg nie ogranicza się jednak tylko do fanów skoków narciarskich i o tym właśnie chciałam dziś napisać. 

Sunday, 6 November 2016

Podróże: Klingenthal 2011 czyli kilka zdań o dumie, przygodach i błędach organizacyjnych.// Travelling: Klingenthal 2011 – pride, adventures and some organizational issues.

*English version's below the cut*

Pomyślałam, że nasz cykl podróżniczy rozpoczniemy chronologicznie, od pierwszych zawodów poza granicami Polski, na których miałam okazję się znaleźć. Było to w lutym 2011 roku, kiedy w kilka tygodni po swoim pierwszym Pucharze Świata wciąż byłam na, nazwijmy rzeczy po imieniu, porządnym skokowym haju i nie mogłam znieść myśli, że następny taki weekend czeka mnie dopiero za rok.

Wciąż miałam dopiero 15 lat, więc zagraniczna podróż bez kogoś dorosłego nie wchodziła jeszcze w grę. W tej kwestii miałam jednak szczęście – mój tata sam jest zapalonym podróżnikiem i nie trzeba było go długo przekonywać do pomysłu wyjazdu. Od razu dodam, że, choć ktoś się może nie zgodzić, nie uważam, żeby organizowanie takich wypadów z rodzicami było w jakimkolwiek sensie „obciachem”. Mój tata jest świetnym kompanem podróży i nie był to nasz ostatni skokowy wyjazd, ale o tym innym razem.

Szczerze mówiąc, Klingenthal wybraliśmy ze względu na położenie – było po prostu najbliżej położoną skocznią ze wszystkich, na których w tym sezonie odbywały się jeszcze zawody Pucharu Świata, choć wciąż oznaczało to praktycznie cały dzień jazdy. Był to też pobyt niezwykle krótki, bowiem w tym miejscu odbywał się tylko jeden konkurs. Jednak jak na wyjazd zorganizowany w ostatniej chwili, byłam zadowolona, że w ogóle udało się go doprowadzić do skutku.

Sunday, 30 October 2016

Nie wygramy, jeśli tego nie zrobię! - czyli o magicznych rytuałach.//I have to or we’re not going to win! – a few words about rituals.

*English version's below the cut*

O dmuchaniu w telewizor chyba wszyscy słyszeliście. Nie jestem pewna, skąd pierwotnie wziął się pomysł, ale ja usłyszałam o nim, kiedy lata temu Adam odpowiadał na pytanie dziennikarza, co kibice mogą zrobić, by mu pomóc.
 „Trzymajcie kciuki i dmuchajcie w telewizor!”

Dmuchałam zatem, całe swoje dzieciństwo, najpierw, by dobry wiatr pod narty towarzyszył Adamowi, potem także Kamilowi  i jeszcze kolejnym skoczkom.

Sunday, 23 October 2016

Opowieści o magii i śniegu. // Stories of magic and snow.

*English version's below the cut*

Gdybym chciała wspomnieć wszystkie zakopiańskie historie, musiałabym napisać osobny post o każdym wyjeździe. Na teraz byłoby to chyba trochę zbyt dużo, dlatego ograniczę się do kilku moich ulubionych.

ALE ZA TO NIEDZIELA…

Zacznijmy w roku 2011, który, jak część z Was już wie, był pierwszym, kiedy wzięłam udział w Pucharze Świata w Zakopanem. Wiedziałam, że wyjazd zapowiada się dobrze, kiedy na kilka tygodni wcześniej okazało się, że jedne z odwołanych zawodów w Harrachovie przeniesiono właśnie do Zakopanego. Trzy konkursy zamiast dwóch! Trudno wymarzyć sobie lepszy debiut.

I ten weekend rzeczywiście był na swój pokręcony sposób perfekcyjny. W piątkowy wieczór, podczas mojego pierwszego konkursu na skoczni, zwycięstwo odniósł Adam Małysz. Powiedzieć, że byłam podekscytowana, to nic nie powiedzieć. 

Sobota nie była dla polskich kibiców równie udana. Po sprawiedliwej walce Adam zajął szóste miejsce, a na szczycie podium uplasował się tego dnia Simon Ammann. Mimo tego wciąż byłam bardzo zadowolona z wyników, bowiem Kamil Stoch (który od zawsze jest moim ulubieńcem z jakiegoś miliona powodów) zakończył konkurs na siódmym miejscu – najlepszym w jego dotychczasowej karierze. Gdy wychodziliśmy ze skoczni, z głośników niósł się refren piosenki „Ale za to niedziela”. Pamiętam, że nuciłam ją całą drogę powrotną ze skoczni. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak prorocze okażą się te słowa.

Sunday, 16 October 2016

Dlaczego nie powinniście przyjeżdżać na Puchar Świata w Zakopanem.//Why you should never come to World Cup in Zakopane.

*English version's below the cut*

To, wbrew pozorom, nie będzie właściwie tekst o skokach narciarskich. Jeżeli lubicie ten sport, to na zawody pewnie i tak chcecie się wybrać, jeśli nie, to pewnie nigdy na taką wycieczkę się nie udacie, więc opowiadanie o tym, jak wspaniale jest zobaczyć skoki na żywo, nikomu nie przyniesie wiele pożytku (chociaż jest wspaniale). Dlatego napiszę o tym, czym Zakopane różni się od wszystkich innych miejsc w kalendarzu Pucharu Świata (łącznie z innymi polskimi skoczniami!). Może myślicie, że przesadzam (zwłaszcza, że przecież nie odwiedziłam wszystkich skoczni na świecie – jeszcze), ale jestem gotowa założyć się o co chcecie, że mam rację.

Ależ przewrotny tytuł wybrałam, no kto by się spodziewał! Rozwieję od razu wszelkie wątpliwości – trzy dni Pucharu Świata w stolicy Tatr to jedne z moich ulubionych (jeśli coś w ogóle może z nimi konkurować) dni w roku. Uważam, że jeżeli przyjedziecie w tym czasie do Zakopanego (i akurat uda Wam się nie zamarznąć), jest duża szansa, że wrócicie równie zachwyceni, jak ja jestem co roku, kiedy już przestanę płakać z powodu konieczności powrotu do codzienności. Stąd oczywiście nie znam żadnego dobrego powodu, którym mogłabym Was do takiej wycieczki zniechęcić.

No może poza tym, że ryzykujecie zakochaniem. Niezaprzeczalnym, nieodwołalnym, niegasnącym. Prawdopodobnie będziecie zmuszeni powracać tam co roku, a konieczność obejrzenia zawodów w Zakopanem przed telewizorem będzie wiązała się z nieznośnym cierpieniem (mnie sama myśl o tym zawsze wydawała się tak przerażająca, że od swojego pierwszego Pucharu Świata w Zakopanem ani razu nie opuściłam żadnego konkursu).

To właściwie spore ryzyko (popatrzcie na mnie). Więc zanim się rozkręcę, ostrzegam. Żeby nie było, że nie uprzedzałam!

Sunday, 9 October 2016

Dlaczego? Po co ci to? Jak to się zaczęło?//Why? What for? How did it even start?

*scroll down for English*

To tylko niektóre z pytań, które zdarza mi się słyszeć, kiedy ktoś dowiaduje się o moich powtarzających się od lat wyprawach na zawody w skokach narciarskich. Być może te same pytanie przychodzą Wam teraz do głowy. Postaram się więc odpowiedzieć
 
Byłam zbyt mała, by pamiętać dokładnie, jak to się zaczęło. Ze skrawków wspomnień i opowieści rodziców wiem tyle, że było to w okolicach 2001 roku, kiedy Polskę po raz pierwszy opanowała Małyszomania. Choć jako sześciolatka nie wiele rozumiałam z tego bądź co bądź dość skomplikowanego sportu, szybko stałam się bardzo zaangażowanym kibicem. Jak przez mgłę pamiętam jakieś zawody, których w połowie nie obejrzałam, bo byłam zbyt przejęta kibicowaniem Adamowi na godzinę przed skokiem, by skupić się na czymkolwiek innym. Chciałam być perfekcyjnie przygotowana. Spędziłam cały ten czas w swoim pokoju, by wyłonić się z niego, gdy komentator po raz pierwszy zapowiedział występ Małysza. Pamiętam, że do pleców przykleiłam sobie taśmą klejąca plakat z wizerunkiem Adama, w rękach miałam szeleszczące srebrne pompony (tajemnicą pozostaje jak weszłam w ich posiadanie), a na głowie opaskę ze świecącymi uszami a la Myszka Miki. Chyba wymyśliłam nawet jakieś piosenki i układ taneczny, którym miałam wspierać Adama (oczywiście z pewnością nie zdążyłam go wykonać w trakcie kilkusekundowego skoku). 

W każdym razie tak się to zaczęło. Jak widzicie, od początku można było się spodziewać, że ja i cały mój entuzjazm nie wytrzymamy przed telewizorem zbyt długo. Od tamtego czasu byłam zresztą tylko coraz bardziej rozkochana w tym niezwykłym sporcie.